Rejs numer 1
Nigdy nie robimy planów gdzie płyniemy...planujemy tylko z kim. Mając na pokładzie troszkę ponad roczne dziecko,każda para dodatkowych rąk i oczu jest na wagę złota. Nie planujemy również dalekich rejsów,chcemy być najpierw pewni ,że daleko możemy dopłynać.Z każdym rejsem chłop nabiera wprawy w sterowaniu łodzią.Wiemy,że do czasu pełnego umeblowania się trzeba mocno pracować nad balastem ..teraz na przyklad na rufie spoczywają trzy worki z piachem i kiedy mamy jeszcze kilku milusińskich na dziobie sprawa sterowania...zaczyna sie komplikować,bo zbyt lekka rufa nie jest przeciwwagą dla obciążonego dziobu...i śruba łodzi znajduje się zaledwie pod poziomem wody.Miało być o rejsie...
Po zabordowaniu wszystkich i wszystkiego popłynęliśmy w stronę Eckington bridge w miejscu gdzie nam nawalił wał napędowy. Razem z moja pomocą podpokładową,która na samą wieść,że ma płynąć juz miała tzw. stracha próbowałyśmy zapanować nad najmłodszym dzieciem a jednocześnie podziwiałysmy okolice za burtami.Nawrót przed mostem poszedł gladko..minęliśmy naszą przystań i popłyneliśmy w strone śluzy w Strensham.Kiedy na chwilę stanął nasz silnik...skipper powołał mnie za ster.Diagnoza była szybka i za chwile silnik ponownie pracował.Przez myśl przeleciało mi cumowanie w szuwarach i serce zaczęło bić mocniej ale jak to mówi mój chłop mam naturę panikary,
zawsze widzę czarność-czarną ;P
Kiedy ja tak sobie panikowałam...natura za burtami trwała .Napotkaliśmy czaplę,kormorana i brodzącą w wodzie ptaszynę. To swiat którego nasze dzieci nie znały..czas będzie nauczyć ich..że pływanie to nie tylko spędzanie czasu na łodzi ale również obserwacja natury .
Kolejny nawrót przed przystania i śluzą w Strensham i kierunek na naszą marine.Dopłyneliśmy!!!
Moja pomoc podpokładowa...usmarowana przez moje małe dziecię czekoladą z uśmiechem stwierdziła,ze nie było tak strasznie.
![]() |
| Ptaszyna :) |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz