Na koniec ostatniego sezonu, Frela została wyciągnięta z wody bez naszego udziału.Zwyczajnie spóżnilismy się o jakieś 10 min. I tak by nie dopłynęła samodzielnie do mokrego doku. Kiedy przyjechaliśmy na marinę nasza łódka już stała i suszyła boczki na brzegu ;)
Dostaliśmy informację,że w tym roku wynurzanie z wody ;) odbędzie się 28/10/2017. Wszystkie plany na dalszy remont zostały zawieszone na kołku do czasu postawienia łódki na suchym lądzie.
Gdzieś mi żal,że nie popłyniemy wśród drzew ubranych w jesienne barwy...może za rok...kto wie...ponoć na wszystko przychodzi odpowiedni czas
Podsumowując ostatni rok śmiało mogę powiedzieć,że zrobiliśmy dużo..pewnie można było więcej...zwyczajnie zabrakło czasu..."co ma wisieć nie utonie"...a jak to mówi moja Teściowa...powoli to i dziad do wszy dojdzie ;)
Na suchym lądzie Frela w planach ma otrzymać...nową farbę na pokładzie,zadaszenie nad sterówką , a nowszy mocniejszy alternator do ładowania akumulatorów a tym samym przetwornicy prądu ma poczekać na montaż już po spuszczeniu na wiosnę.Wciąż coś do zrobienia ale będzie dobrze.Nasza wiedza teraz jest dużo wieksza niż kiedyś.Dużo rzeczy zostało już kupionych i czeka na montaż. Teraz tylko trzeba przygotowac stojaki wspierające Frele na lądzie i drewniane bloki podpierające kil.
Kolejny sezon trzeba rozpocząć prawie w pełnym rynsztunku.Nasza najmniejsza pociecha będzie już wieksza i pewnie będzie można popłynąć za śluzę.Napewno czas zweryfikuje nasze plany ale bez planów ani rusz...
Zatem do zobaczenia w poście o Frelo-lataniu ;)
czwartek, 5 października 2017
niedziela, 24 września 2017
Psotny wiatr i miłośnik Krakowa ;)
Powoli zbliża się koniec sezonu...Jesień nadchodzi wielkimi krokami a wraz z nią porywiste wiatry. Wczoraj czekała na nas niemiła niespodzianka. Wiatr zerwał poszycie ze sterówki.Pojechaliśmy połowic rybki a na dzień dobry czekała na chłopa robota. Na szczęście konstrukcje można było wyprostować a plandekę na nowo założyć. Ja wraz z potomstwem grzecznie czekaliśmy na nabrzeżu podczas gdy chłop ze swoją wiązanka łacińska ;P na ustach naprawiał zniszczenia.
Kiedy już mogliśmy wejść na pokład, każde z nas udało się do tzw. swoich zajęć. Nasze starsze dziewczę moczyło kija....syn udał się w zaciszny kącik by oddać się bez reszty jakiejś grze na tablecie a ja z resztą załogi zasiedliśmy na rufie...Chłop dostarczył z naszego marinowego pubu piwko i tak sobie siedzieliśmy zażywając relaksu. Monotonię przerwała nam wizyta nowego członka naszej mariny. Przyszedł ,zapytał czy jesteśmy z Polski, po czym przywitał się po polsku: dzień dobry i fantastycznie. Miła rozmowa biegła już po angielsku od tego skąd pochodzimy aż po silnik naszej łódki. I tak dowiedzieliśmy się, że nasz nowy sąsiad mieszkał 7 lat w Krakowie, że bardzo tęskni za swoimi polskimi przyjaźniami i jedzeniem a nawet za polskim latem. Wiemy, że lubi polskiego Żywca, ba nawet nam wymienił gdzie są polskie sklepy w okolicy gdybyśmy przypadkiem nie wiedzieli.
Nigdy nie wiadomo kogo można spotkać na obcej ziemi....a tym bardziej na marinie zaszytej przed oczami wielkiego miasta gdzieś na angielskiej wsi :)
Kiedy już mogliśmy wejść na pokład, każde z nas udało się do tzw. swoich zajęć. Nasze starsze dziewczę moczyło kija....syn udał się w zaciszny kącik by oddać się bez reszty jakiejś grze na tablecie a ja z resztą załogi zasiedliśmy na rufie...Chłop dostarczył z naszego marinowego pubu piwko i tak sobie siedzieliśmy zażywając relaksu. Monotonię przerwała nam wizyta nowego członka naszej mariny. Przyszedł ,zapytał czy jesteśmy z Polski, po czym przywitał się po polsku: dzień dobry i fantastycznie. Miła rozmowa biegła już po angielsku od tego skąd pochodzimy aż po silnik naszej łódki. I tak dowiedzieliśmy się, że nasz nowy sąsiad mieszkał 7 lat w Krakowie, że bardzo tęskni za swoimi polskimi przyjaźniami i jedzeniem a nawet za polskim latem. Wiemy, że lubi polskiego Żywca, ba nawet nam wymienił gdzie są polskie sklepy w okolicy gdybyśmy przypadkiem nie wiedzieli.
Nigdy nie wiadomo kogo można spotkać na obcej ziemi....a tym bardziej na marinie zaszytej przed oczami wielkiego miasta gdzieś na angielskiej wsi :)
niedziela, 10 września 2017
Wakacyjne rejsy- rejs numer 2
| Nafford Wire |
Tym razem najpierw popłynęliśmy prawie do śluzy w Strensham, po nawrocie (przez lewą burtę ;) ) popłynęliśmy w kierunku mostu w Eckington ,po drodze mijając naszą przystań i most kolejowy. Chłop mocny psychicznie ;) pokierował sprawnie naszą Frelę i przepłynęliśmy pod mostem w Eckington. Słowem kolejny most zdobyty! Szlak wodny za mostem wił się dosłownie jak wąż...zakręty ,wąska rzeka..a ja jak zwykle już spanikowana z gotowymi w głowie scenariuszami...a co jak ktoś zza tego zakrętu będzie właśnie płynął z przeciwnego kierunku ? Tu jakiś wędkarz tam ktoś na pontonie...tu Frela czasami niepokorna...nic to płyniemy...po kolejnych rzecznych esach-floresach zobaczyliśmy w oddali wodospad..na brzegu znaki.. gdzie i jak ten wodospad ominąć.
Okazało się ,że Nafford Wire. Jeszcze nie jesteśmy gotowi na samodzielna obsługę śluz dlatego chłop zawrócił ,bo koło wodospadu była właśnie jak dla mnie magiczna wciąż śluza.
Po ponad godzinnym rejsie szczęśliwie dobiliśmy do nabrzeża w naszej marinie.
| młodzież na pokładzie |
![]() |
| pod mostem w Eckington |
poniedziałek, 4 września 2017
Wakacyjne rejsy-rejs numer 1
Mamy za sobą dwa wakacyjne rejsy, kiedy korzystaliśmy z dni wolnych chłopa...Na każdy rejs zaprosiliśmy "obstawę" na wypadek gdyby potrzebna była pomocna dłoń przy awaryjnym cumowaniu badż też mechanicznej awarii.
Rejs numer 1
Nigdy nie robimy planów gdzie płyniemy...planujemy tylko z kim. Mając na pokładzie troszkę ponad roczne dziecko,każda para dodatkowych rąk i oczu jest na wagę złota. Nie planujemy również dalekich rejsów,chcemy być najpierw pewni ,że daleko możemy dopłynać.Z każdym rejsem chłop nabiera wprawy w sterowaniu łodzią.Wiemy,że do czasu pełnego umeblowania się trzeba mocno pracować nad balastem ..teraz na przyklad na rufie spoczywają trzy worki z piachem i kiedy mamy jeszcze kilku milusińskich na dziobie sprawa sterowania...zaczyna sie komplikować,bo zbyt lekka rufa nie jest przeciwwagą dla obciążonego dziobu...i śruba łodzi znajduje się zaledwie pod poziomem wody.Miało być o rejsie...
Po zabordowaniu wszystkich i wszystkiego popłynęliśmy w stronę Eckington bridge w miejscu gdzie nam nawalił wał napędowy. Razem z moja pomocą podpokładową,która na samą wieść,że ma płynąć juz miała tzw. stracha próbowałyśmy zapanować nad najmłodszym dzieciem a jednocześnie podziwiałysmy okolice za burtami.Nawrót przed mostem poszedł gladko..minęliśmy naszą przystań i popłyneliśmy w strone śluzy w Strensham.Kiedy na chwilę stanął nasz silnik...skipper powołał mnie za ster.Diagnoza była szybka i za chwile silnik ponownie pracował.Przez myśl przeleciało mi cumowanie w szuwarach i serce zaczęło bić mocniej ale jak to mówi mój chłop mam naturę panikary,
zawsze widzę czarność-czarną ;P
Kiedy ja tak sobie panikowałam...natura za burtami trwała .Napotkaliśmy czaplę,kormorana i brodzącą w wodzie ptaszynę. To swiat którego nasze dzieci nie znały..czas będzie nauczyć ich..że pływanie to nie tylko spędzanie czasu na łodzi ale również obserwacja natury .
Kolejny nawrót przed przystania i śluzą w Strensham i kierunek na naszą marine.Dopłyneliśmy!!!
Moja pomoc podpokładowa...usmarowana przez moje małe dziecię czekoladą z uśmiechem stwierdziła,ze nie było tak strasznie.
Rejs numer 1
Nigdy nie robimy planów gdzie płyniemy...planujemy tylko z kim. Mając na pokładzie troszkę ponad roczne dziecko,każda para dodatkowych rąk i oczu jest na wagę złota. Nie planujemy również dalekich rejsów,chcemy być najpierw pewni ,że daleko możemy dopłynać.Z każdym rejsem chłop nabiera wprawy w sterowaniu łodzią.Wiemy,że do czasu pełnego umeblowania się trzeba mocno pracować nad balastem ..teraz na przyklad na rufie spoczywają trzy worki z piachem i kiedy mamy jeszcze kilku milusińskich na dziobie sprawa sterowania...zaczyna sie komplikować,bo zbyt lekka rufa nie jest przeciwwagą dla obciążonego dziobu...i śruba łodzi znajduje się zaledwie pod poziomem wody.Miało być o rejsie...
Po zabordowaniu wszystkich i wszystkiego popłynęliśmy w stronę Eckington bridge w miejscu gdzie nam nawalił wał napędowy. Razem z moja pomocą podpokładową,która na samą wieść,że ma płynąć juz miała tzw. stracha próbowałyśmy zapanować nad najmłodszym dzieciem a jednocześnie podziwiałysmy okolice za burtami.Nawrót przed mostem poszedł gladko..minęliśmy naszą przystań i popłyneliśmy w strone śluzy w Strensham.Kiedy na chwilę stanął nasz silnik...skipper powołał mnie za ster.Diagnoza była szybka i za chwile silnik ponownie pracował.Przez myśl przeleciało mi cumowanie w szuwarach i serce zaczęło bić mocniej ale jak to mówi mój chłop mam naturę panikary,
zawsze widzę czarność-czarną ;P
Kiedy ja tak sobie panikowałam...natura za burtami trwała .Napotkaliśmy czaplę,kormorana i brodzącą w wodzie ptaszynę. To swiat którego nasze dzieci nie znały..czas będzie nauczyć ich..że pływanie to nie tylko spędzanie czasu na łodzi ale również obserwacja natury .
Kolejny nawrót przed przystania i śluzą w Strensham i kierunek na naszą marine.Dopłyneliśmy!!!
Moja pomoc podpokładowa...usmarowana przez moje małe dziecię czekoladą z uśmiechem stwierdziła,ze nie było tak strasznie.
![]() |
| Ptaszyna :) |
wtorek, 29 sierpnia 2017
First english post : a unexpected day!
Hey!
This is the first english post in the “Frela on the avon”!
Today we talk about the 26th August 2017, a pretty good day by sailing standards.
Arriving at around 1pm, Frela roared into life and around a hour later, she was off on one of her longest voyages ever, heading from Defford quay marina, heading towards Strensham, then turning around and passing the marina again, heading right to Nafford weir.
I was on the roof and it was amazing, you could get some good photos!
(Photos unavaliable because google photos is playing up and wont show any photos from july onwards)
There were no issues on the boat journey and everyone enjoyed it.
What i liked most came after the journey. Being a absolute train fanatic (but boats are cool too, i guess 😁)
Seeing some people in a field opposite the marina, my friends mum (who was on the journey aswell) said “its probably some people waiting for a train” and thats exactly what happened. An A4 Pacific steam engine “Union Of South Africa” (no. 60009) steamed over the bridge overlooking Defford marina, with me gasping in disbelief! (See video)
Overall, saturday was a good day.
Sorry if this is a bit off-topic and different from the usual posts and sorry if it is gramatically incorrect, typing on a tiny ipad keyboard.
More info about this engine you can find here
This is the first english post in the “Frela on the avon”!
Today we talk about the 26th August 2017, a pretty good day by sailing standards.
Arriving at around 1pm, Frela roared into life and around a hour later, she was off on one of her longest voyages ever, heading from Defford quay marina, heading towards Strensham, then turning around and passing the marina again, heading right to Nafford weir.
I was on the roof and it was amazing, you could get some good photos!
(Photos unavaliable because google photos is playing up and wont show any photos from july onwards)
There were no issues on the boat journey and everyone enjoyed it.
What i liked most came after the journey. Being a absolute train fanatic (but boats are cool too, i guess 😁)
Seeing some people in a field opposite the marina, my friends mum (who was on the journey aswell) said “its probably some people waiting for a train” and thats exactly what happened. An A4 Pacific steam engine “Union Of South Africa” (no. 60009) steamed over the bridge overlooking Defford marina, with me gasping in disbelief! (See video)
Overall, saturday was a good day.
Sorry if this is a bit off-topic and different from the usual posts and sorry if it is gramatically incorrect, typing on a tiny ipad keyboard.
More info about this engine you can find here
niedziela, 27 sierpnia 2017
wojna w szuwarach
Wakacje,wakacjami....chłop poświęcił swój urlop na wykańczanie wnętrza łódki...
ale jak wiadmo nie samą pracą chłop żyje....
Tydzień temu ja i moja dziatwa w towarzystwie chłopa i naszych przyjaciół zrobiła wizytację Freli...dzieci spędzają kolejne nudne wakacje w mieście ,więc każdy wyjazd i dla nich i dla mnie to jakaś odskocznia.
Pogoda była taka sobie, jak dla nas można było wypłynąć, nurt rzeki zdawał się byc niemrawy ale jedna z naszych wizytatorek, zapewne przerażona samą wizją płyniecia zgłosila zdecydowane veto.
Szanując uczucia naszego gościa pozostalismy w szuwarach ;) I przy orginalnym stole w messie zrobiliśmy klasyczną posiadówkę patrząc jak krople deszczu smagaja po szybach...ale nie było nudno. Sam kontakt z natura otaczająca zewsząd naszą Frelę jest łagodzący dla wielkomiejskich dusz.Znalazły się również karty do gry i rozpętała sie wojna...taka karciana..jest stół jest impreza,może być i wojna :)
czwartek, 24 sierpnia 2017
bo ja chcialam świeżo parzonej kawy ;P
Budzę się...przeciągam...myślę od razu o kawie...idę do kuchni...pyk, pyk odpalam gaz, wstawiam swoje cudo ciśnieniowe do parzenia kawy...kilka chwil i już pobudzający, pachnący kawowy napój przelewam do kubka...tia...taaaa...juuuuuż....haha niestety nie na tej łódce!!!
Oryginalnie przez lata funkcjonował w kuchni na łódce gaz była to jedyna droga by sobie cokolwiek ugotować lub ewentualnie przypiec. Niestety kuchenka była w opłakanym stanie i nadawała się tylko na złom. Od samego początku szukaliśmy idealnego rozwiązania nie tylko do gotowania/podgrzania etc. ale też bezpiecznego dla naszej kieszeni. Rachunek za renowacje naszej łodzi wciąż rośnie i już tak naprawdę nie liczymy ile tam funciorów wpompowaliśmy. W ferworze moich poszukiwań i rozmyślań nad najróżniejszymi rozwiązaniami gazowo/elektrycznymi i
po wielu konsultacjach zakupiliśmy dość masywną w wadze i mocy przetwornicę prądu...Plan jest taki, żeby była ona naszą elektrownią dla urządzeń z "działu" kuchennego od czajnika na wodę, przez kuchenkę z piekarnikiem, mikrofalę aż po podgrzewacz wody w wylewce zlewowej....fiu...Lodówkę to sobie podłączę pod niższe napięcie ;)
Idealnym rozwiązaniem zapewne byłby system webasto ale cena urządzeń jeszcze jest zbyt wysoka i jak dla nas niewarta do zapłacenia.
Nasza prądnica będzie wspierana przez dwa bardzo pojemne akumulatory i mamy nadzieję, że takie rozwiązanie się sprawdzi. W przyszłości chcemy nad sterówką zamontować dach a na nim baterie słoneczne...no ale ja kawę chce teraz i nie chce jej wozić w termosie ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)









