piątek, 16 lutego 2018

Sezon 2018 na horyzoncie

Siedząc w ciepłych domowych pieleszach, tęskno nam do wypadów na marinę.
Roczna licencja na korzystanie z rzeki już załatwiona. Wiedza którą nabyliśmy procentuje w tym roku.
Na koniec ostatniego sezonu, kiedy to Frela stała brzegu , chłop zauważył że wał napędowy , który przyspożył nam kilku atrakcji , jest zbytnio wysunięty i właściwie śruba  napędowa opiera się na płetwie sterowej a co za tym idzie wymaga naprawy w pierwszej kolejności. I ta kolejność właśnie nadeszła. Wczoraj chłop zabrał swoje prawie magiczne narzędzia i pojechał obadać sprawę. Naprawa na suchym lądzie jest dużo prostsza , a mając jeszcze owe magiczne narzedzia to wsprost błyskawiczna. Chłop zdemontował całe mocowanie wału, powyciągał dystansy...i gdyby miał odpowiednio długie śruby to by zakończył dzieło naprawy...nic to, może zakończy je jutro.
Wczoraj zamówiliśmy wszystko co jest potrzebne do pomalowania łódki, miejmy nadzieję, że pogoda w ciągu kolejnych 5 -6 tygodni będzie wystarczająco łaskawa by w końcu pokryć wszystkie powierzchnie nową farbą.
Teraz tylko odliczać dni do wodowania...



poniedziałek, 20 listopada 2017

Trochę o historii kanałów rzecznych w UK

Od dłuższego czasu jestem fanką wszelakich angielskich programów telewizyjnych dotyczących kanałów rzecznych oraz ich historii. O wielu faktach nie wiedziałam ba nawet pojęcia nie miałam...poniżej tekst uzupełniony zdjęciami znalezionymi w intrenecie, warto przeczytać. Kanały w UK nie zawsze wyglądały tak jak teraz...i  służyły do czegoś innego.

oryginalny tekst można przeczytać tutaj


Nieprzemijający urok brytyjskich kanałów
Do początków XIX wieku w Anglii, Szkocji i Walii zbudowano jakieś 6000 kilometrów kanałów śródlądowych. Do czego były potrzebne i kto korzysta z nich dzisiaj?
REWOLUCJA przemysłowa w XVIII-wiecznej Wielkiej Brytanii wymusiła potrzebę stworzenia systemu taniego i szybkiego transportu surowców i gotowych wyrobów. Dotychczas towary ładowano na konie lub wozy. Jednak zimą drogi były tak zryte koleinami i grząskie, że stawały się nieprzejezdne. Znaleziono lepsze rozwiązanie — okazało się, że jeden koń potrafi dość szybko holować wzdłuż kanału łódź nawet z 30-tonowym ładunkiem.
W roku 1761 książę Bridgewater polecił zbudować kanał, którym by transportowano węgiel z jego kopalń do klientów w odległym o 16 kilometrów Manchesterze. Przedsięwzięcie to nie tylko przyniosło księciu zyski, ale też zmniejszyło o połowę cenę tamtejszego węgla. Około 30 lat później ambitniejszy projekt — system kanałów Grand Cross — połączył cztery ważne rzeki, dzięki czemu usytuowane w głębi lądu tereny przemysłowe skomunikowano z portami morskimi. Dla brytyjskich kanałów nadeszła era świetności.
Budowa i eksploatacja
Utalentowani inżynierowie — między innymi James Brindley, samouk, który przystępował do pracy bez pisemnych obliczeń czy rysunków — opracowali nowatorskie metody budowania kanałów w terenie zróżnicowanym topograficznie. Powstałe wówczas szlaki wodne, tunele, śluzy i mosty nadal uchodzą za wyjątkowe osiągnięcia.
Do transportowania większych ładunków, na przykład węgla, wapna, wapienia, kaolinu, rudy żelaza, cegieł czy mąki, zaprojektowano otwarte drewniane barki o szerokości dwóch i długości dwudziestu metrów. Były one ciągnięte przez konie idące po ścieżkach holowniczych wzdłuż kanałów. Ekspresowy fracht pilnych lub łatwo psujących się przesyłek zapewniały „lotne łodzie”, które kursowały bez przerwy, nawet w nocy.
Ostatnie holowanie barki przez konia na rzece Lea w 1955r
Na niektórych kanałach zaprzęgi konne, zmieniane w regularnych odstępach czasu, holowały łodzie pasażerskie. Te łodzie o opływowych kształtach zabierały do 120 osób i ciągnięte były ze średnią prędkością 15 kilometrów na godzinę. Podobnie jak „lotne łodzie”, miały one pierwszeństwo przed innymi użytkownikami kanałów. Na kanale Bridgewater wyposażone były nawet w pokaźne ostrze na dziobie do przecinania lin holowniczych innych jednostek, które stanęłyby im na drodze! Wraz z pojawieniem się kanałów zwykli ludzie po raz pierwszy mieli możliwość tanio i wygodnie podróżować na większe odległości.
Życie na barce

Życie na wodzie było mozolne. Przewoźnicy ciężko pracowali, często z narażeniem zdrowia lub życia. Zawsze w drodze, nie mając możliwości zdobycia wykształcenia, stawali się coraz bardziej wyobcowani.
Ludzie żyjący na barkach rozwinęli charakterystyczny rodzaj sztuki ludowej — dekorowali swoje łodzie barwnymi motywami krajobrazów, kwiatów i wzorków, które ciągnęły się po zewnętrznych częściach barki aż do kajuty umiejscowionej na rufie. Kabina o wymiarach zaledwie dwa na trzy metry służyła za mieszkanie dla przewoźnika, jego żony i dzieci. Ale ten brak przestrzeni rekompensowali oni pomysłowym wyposażeniem: składanymi łóżkami, wysuwanymi stolikami i szafkami. Z półek zwisały szydełkowe koronki, a fantazyjne ozdoby porcelanowe i mosiężne połyskiwały wokół piecyka kuchennego. Wszystko to stwarzało ciepły, przytulny nastrój. Żony przewoźników były bardzo pracowite. Chociaż miały wiele obowiązków, a często transportowano brudzący ładunek, potrafiły utrzymać rodzinę i barkę w czystości. Nawet ozdobne sploty na drążku steru były wypucowane do połysku.
Zmierzch i renesans kanałów
W roku 1825, gdy większość kanałów była już zbudowana, George Stephenson otworzył linię kolejową Stockton — Darlington. Była to jedna z pierwszych publicznych tras obsługiwanych przez parowozy. W ciągu 20 lat kanały straciły rynek na rzecz kolei i coraz rzadziej używane, niszczały. Niektóre z nich zostały nawet wykupione przez towarzystwa kolejowe, pragnące zdławić konkurencję. Po I wojnie światowej zaczęto budować nowe, lepsze drogi, przez co kanały jeszcze bardziej traciły na znaczeniu. Nawet optymiści sądzili, że to już koniec ich historii.
Jednak pół wieku starań różnych grup ludzi i pojedynczych osób przyniosło rezultaty. Chociaż tylko nieliczne łodzie nadal transportują towary, inne przekształcono w pływające domy lub statki turystyczne. Obecnie spławnych jest ponad 3000 kilometrów kanałów. Można nimi zwiedzić niektóre ustronne miejsca zaliczane do najpiękniejszych w Wielkiej Brytanii. Entuzjaści barek podtrzymują też dawne tradycje i je upowszechniają, regularnie urządzając wodne festyny. Ponieważ te jaskrawo zdobione łodzie zdobywają coraz większą popularność, obecnie po kanałach pływa ich więcej niż w szczytowym okresie, gdy służyły jako środek transportu w przemyśle. A kanały przywraca się do pierwotnego stanu z taką szybkością, z jaką je budowano 200 lat temu.
Urokowi kanałów ulegają nie tylko miłośnicy żeglugi. Wraz z odnowieniem tych szlaków wodnych stworzono sieć tak zwanych parków liniowych, dzięki czemu spacerowicze, rowerzyści i wędkarze korzystający ze ścieżek holowniczych mogą dotrzeć do mało znanych wcześniej terenów. Zbiorniki zbudowane w celu utrzymania odpowiedniego poziomu wody, a także same kanały stały się siedliskiem wielu roślin, ptaków i innych zwierząt.
Powstanie brytyjskich kanałów zapoczątkowało erę wielkich zmian — choć jedna z nich okazała się całkiem nieoczekiwana: Te same kanały, które niegdyś pomogły stworzyć nowoczesny świat, dziś pomagają od niego uciec.
PŁYWANIE W TUNELU

Tylko nieliczne tunele mają ścieżkę holowniczą. Zanim więc powstały łodzie z własnym napędem, przeprowadzenie barki przez tunel wymagało zastosowania pewnej niebezpiecznej metody. Po obu stronach dziobowej części łodzi przymocowane były deski. Przewoźnicy, leżąc plecami na tych deskach, trzymali się ich rękami, a nogami zapierali się o ściany tunelu. W ten sposób przepychali łódź. W ciemności rozjaśnianej jedynie świeczką nietrudno było postawić nogę w niewłaściwym miejscu, wpaść do wody i zostać zmiażdżonym. Swego czasu sieć brytyjskich kanałów miała 68 kilometrów tuneli, a na najdłuższych z nich do przeprowadzania łodzi zatrudniano specjalnie wykwalifikowane osoby. Najdłuższy, niedawno otwarty tunel w Standedge ma 5 kilometrów.
ŚLUZY I POMYSŁOWA WINDA
Co się dzieje, gdy kanał napotyka wzniesienie, skoro jak wiadomo woda nie płynie pod górę? Droga wodna może omijać wzniesienia, pozostając na tym samym poziomie, wydłuży to jednak trasę. Możliwe też jest przebicie przez taką przeszkodę tunelu. Ale istnieje jeszcze inny sposób — spiętrzanie wody za pomocą śluzy. Składa się ona z zamkniętej wrotami komory łączącej akweny o różnych poziomach wody. Gdy łódź wpływa do śluzy, wrota się zamykają. Następnie — w zależności od potrzeb — śluzę albo napełnia się wodą, by podnieść łódź wyżej, albo się opróżnia, by łódź opadła na niższy poziom.
A co zrobić, gdy dawnych śluz nie da się odrestaurować? Taki problem pojawił się w Szkocji, gdzie realizowano poważne przedsięwzięcie połączenia dwóch dawno nieużywanych kanałów między Glasgow a Edynburgiem. Nie można było odbudować ciągu 11 śluz w Falkirk. Niegdyś spinały one kanał Union z kanałem Forth and Clyde, który jest najstarszym na świecie sztucznym szlakiem wodnym łączącym dwa morza. Znaleziono więc pomysłowe rozwiązanie — zaprojektowano obrotową windę o średnicy 35 metrów. To urządzenie, zwane Falkirk Wheel, jest pierwszym tego rodzaju. Może naraz przenieść osiem łodzi — po cztery w dwóch przeciwległych platformach wypełnionych wodą. Zajmuje to zaledwie 15 minut.
Falkirk Wheel zostało opisane w londyńskiej gazecie The Times jako „cud inżynierii”. Jest zainstalowane w dużym okrągłym basenie, w którym może cumować ponad 20 łodzi.
DLACZEGO LUBIMY PŁYWAĆ KANAŁAMI
Ostatnimi laty, będąc już w zaawansowanym wieku, wraz z żoną rozkoszujemy się spokojnymi wakacjami spędzanymi na pływaniu łodzią po kanałach. Dlaczego spokojnymi? Po pierwsze, jesteśmy z dala od ruchu ulicznego i ciągłego pośpiechu. Barką można sunąć z prędkością co najwyżej pięciu kilometrów na godzinę. Chodzi o to, by nie tworzyć fali, która rozpływając się, niszczyłaby brzegi kanału. W rezultacie ludzie spacerujący z psami wzdłuż dawnych ścieżek holowniczych często nas wyprzedzają!
Dodatkową zaletą powolnego tempa jest to, że mamy czas podziwiać otoczenie, a nawet pozdrowić jakiegoś przechodnia. Okolica naprawdę bywa cudna. Zazwyczaj wynajmujemy łódź na kanale Monmouthshire and Brecon w południowej Walii. Ciągnie się on przez jakieś 50 kilometrów — od walijskiej granicy aż do gór Brecon Beacons, wznoszących się na wysokość prawie 900 metrów n.p.m. Gdy co jakiś czas dopływamy do śluzy i nasza łódź podnosi się albo opada, mamy ogromną frajdę.
Łodzie są świetnie wyposażone i bardzo wygodne. Niektóre mają nawet dwie podwójne sypialnie z osobnym prysznicem i toaletą. Jest tam też centralne ogrzewanie na wypadek chłodniejszego wieczoru. Zwykle gotujemy sami, ale jeśli chcemy od tego odpocząć, możemy zatrzymać się na smakowity posiłek w jakiejś przybrzeżnej restauracji.
Wszędzie panuje niezmącony spokój, zwłaszcza nad ranem, gdy w tafli wody niczym w zwierciadle odbijają się drzewa i wzgórza. Jest tak cicho, że można rozpoznawać poszczególne głosy ptaków i obserwować, jak czujne czaple brodzą wzdłuż brzegu. (Nadesłane).
Dzięki uprzejmości British Waterways

czwartek, 5 października 2017

Frela znowu będzie latać

Na koniec ostatniego sezonu, Frela została wyciągnięta z wody bez naszego udziału.Zwyczajnie spóżnilismy się o jakieś 10 min. I tak by nie dopłynęła samodzielnie do mokrego doku. Kiedy przyjechaliśmy na marinę nasza łódka już stała i suszyła boczki na brzegu ;)
Dostaliśmy informację,że w tym roku wynurzanie z wody ;) odbędzie się 28/10/2017. Wszystkie plany na dalszy remont zostały zawieszone na kołku do czasu postawienia łódki na suchym lądzie.
Gdzieś mi żal,że nie popłyniemy wśród drzew ubranych w jesienne barwy...może za rok...kto wie...ponoć na wszystko przychodzi odpowiedni czas
Podsumowując ostatni rok śmiało mogę powiedzieć,że zrobiliśmy dużo..pewnie można było więcej...zwyczajnie zabrakło czasu..."co ma wisieć nie utonie"...a jak to mówi moja Teściowa...powoli to i dziad do wszy dojdzie ;)
Na suchym lądzie Frela w planach ma otrzymać...nową farbę na pokładzie,zadaszenie nad sterówką , a nowszy mocniejszy alternator do ładowania akumulatorów a tym samym przetwornicy prądu ma poczekać na montaż już po spuszczeniu na wiosnę.Wciąż coś do zrobienia ale będzie dobrze.Nasza wiedza teraz jest dużo wieksza niż kiedyś.Dużo rzeczy zostało już kupionych i czeka na montaż. Teraz tylko trzeba przygotowac stojaki wspierające Frele na lądzie i drewniane bloki podpierające kil.
Kolejny sezon trzeba rozpocząć prawie w pełnym rynsztunku.Nasza najmniejsza pociecha będzie już wieksza i pewnie będzie można popłynąć za śluzę.Napewno czas zweryfikuje nasze plany ale bez planów ani rusz...
Zatem do zobaczenia w poście o Frelo-lataniu ;)

niedziela, 24 września 2017

Psotny wiatr i miłośnik Krakowa ;)

Powoli zbliża się koniec sezonu...Jesień nadchodzi wielkimi krokami a wraz z nią porywiste wiatry. Wczoraj czekała na nas niemiła niespodzianka. Wiatr zerwał poszycie ze sterówki.Pojechaliśmy połowic rybki a na dzień dobry czekała na chłopa robota. Na szczęście konstrukcje można było wyprostować a plandekę na nowo założyć. Ja wraz z potomstwem grzecznie czekaliśmy na nabrzeżu podczas gdy chłop ze swoją  wiązanka łacińska ;P na ustach naprawiał zniszczenia.




Kiedy już mogliśmy wejść na pokład, każde z nas udało się do tzw. swoich zajęć. Nasze starsze dziewczę moczyło kija....syn udał się w zaciszny kącik by oddać się bez reszty jakiejś grze na tablecie a ja z resztą załogi zasiedliśmy na rufie...Chłop dostarczył z naszego marinowego pubu piwko i tak sobie siedzieliśmy zażywając relaksu. Monotonię przerwała nam wizyta nowego członka naszej mariny. Przyszedł ,zapytał czy jesteśmy z Polski, po czym przywitał się po polsku: dzień dobry i fantastycznie. Miła rozmowa biegła już po angielsku od tego skąd pochodzimy aż po silnik naszej łódki. I tak dowiedzieliśmy się, że nasz nowy sąsiad mieszkał 7 lat w Krakowie, że bardzo tęskni za swoimi polskimi przyjaźniami i jedzeniem a nawet za polskim latem. Wiemy, że lubi polskiego Żywca, ba nawet nam wymienił gdzie są polskie sklepy w okolicy gdybyśmy przypadkiem nie wiedzieli.
Nigdy nie wiadomo kogo można spotkać na obcej ziemi....a tym bardziej na marinie zaszytej przed oczami wielkiego miasta gdzieś na angielskiej wsi :)

niedziela, 10 września 2017

Wakacyjne rejsy- rejs numer 2

Nafford Wire

Kolejny rejs okazał się być najdłuższym w historii naszego pływania. Mając na pokładzie pana majster-śrubkę...chłop czuł się psychicznie bezpiecznie. Jakby co on i majster-śrubka w towarzystwie magicznej torby są wstanie pokonać wszystkie przeszkody i te mechaniczne i te inne jeszcze nienapotkane ;)

Tym razem najpierw popłynęliśmy prawie do śluzy w Strensham, po nawrocie (przez lewą burtę ;) ) popłynęliśmy w kierunku mostu w Eckington ,po drodze mijając naszą przystań i most kolejowy. Chłop mocny psychicznie ;) pokierował sprawnie naszą Frelę i przepłynęliśmy pod mostem w Eckington. Słowem kolejny most zdobyty! Szlak wodny za mostem wił się dosłownie jak wąż...zakręty ,wąska rzeka..a ja jak zwykle już spanikowana z gotowymi w głowie scenariuszami...a co jak ktoś zza tego zakrętu będzie właśnie płynął z przeciwnego kierunku ? Tu jakiś wędkarz tam ktoś na pontonie...tu Frela czasami niepokorna...nic to płyniemy...po kolejnych rzecznych esach-floresach zobaczyliśmy w oddali wodospad..na brzegu znaki.. gdzie i jak ten wodospad ominąć.
Okazało się ,że  Nafford Wire. Jeszcze nie jesteśmy gotowi na samodzielna obsługę śluz  dlatego chłop zawrócił ,bo koło wodospadu była właśnie jak dla mnie magiczna wciąż śluza.


Po ponad godzinnym rejsie szczęśliwie dobiliśmy do nabrzeża w naszej marinie.
młodzież na pokładzie
 

pod mostem w Eckington



poniedziałek, 4 września 2017

Wakacyjne rejsy-rejs numer 1

Mamy za sobą dwa wakacyjne rejsy, kiedy korzystaliśmy z dni wolnych chłopa...Na każdy rejs zaprosiliśmy "obstawę" na wypadek gdyby potrzebna była pomocna dłoń przy awaryjnym cumowaniu badż też mechanicznej awarii.



Rejs numer 1

Nigdy nie robimy planów gdzie płyniemy...planujemy tylko z kim. Mając na pokładzie troszkę ponad roczne dziecko,każda para dodatkowych rąk i oczu jest na wagę złota. Nie planujemy również dalekich rejsów,chcemy być najpierw pewni ,że daleko możemy dopłynać.Z każdym rejsem chłop nabiera wprawy w sterowaniu łodzią.Wiemy,że do czasu pełnego umeblowania się trzeba mocno pracować nad balastem ..teraz na przyklad na rufie spoczywają trzy worki z piachem i kiedy mamy jeszcze kilku milusińskich na dziobie sprawa sterowania...zaczyna sie komplikować,bo zbyt lekka rufa nie jest przeciwwagą dla obciążonego dziobu...i śruba łodzi znajduje się zaledwie pod poziomem wody.Miało być o rejsie...
Po zabordowaniu wszystkich i wszystkiego popłynęliśmy w stronę Eckington bridge w miejscu gdzie nam nawalił wał napędowy. Razem z moja pomocą podpokładową,która na samą wieść,że ma płynąć juz miała tzw. stracha próbowałyśmy zapanować nad najmłodszym dzieciem a jednocześnie podziwiałysmy okolice za burtami.Nawrót przed mostem poszedł gladko..minęliśmy naszą przystań i popłyneliśmy w strone śluzy w Strensham.Kiedy na chwilę stanął nasz silnik...skipper powołał mnie za ster.Diagnoza była szybka i za chwile silnik ponownie pracował.Przez myśl przeleciało mi cumowanie w szuwarach i serce zaczęło bić mocniej ale jak to mówi mój chłop mam naturę panikary,
zawsze widzę czarność-czarną ;P 
Kiedy ja tak sobie panikowałam...natura za burtami trwała .Napotkaliśmy czaplę,kormorana i brodzącą w wodzie ptaszynę. To swiat którego nasze dzieci nie znały..czas będzie nauczyć ich..że pływanie to nie tylko spędzanie czasu na łodzi ale również obserwacja natury .
Kolejny nawrót przed przystania i śluzą w Strensham i kierunek na naszą marine.Dopłyneliśmy!!!
Moja pomoc podpokładowa...usmarowana przez moje małe dziecię czekoladą z uśmiechem stwierdziła,ze nie było tak strasznie.

Ptaszyna :)