poniedziałek, 20 sierpnia 2018

B&B na Freli

Po tym jak Chłop zawiózł i zamontował na Freli kuchnkę i mikrofalówkę ja zabrałam się za docinanie pianek tapicerskich, które po roku w końcu doczekały się rozpakowania i szycie na nie pokrowców.
 Szycie w towarzystwie dzieci skończyło się sukcesem i obiadem na kolację 😅



Chcieliśmy spędzić noc i poranek na łódce. W planach było wypróbowanie miejsc do spania jak również i kuchni wspomaganej na razie prądem z generatora ustawionego na brzegu.Kiedy w piątkowy wieczór chłop wrócił z pracy , wyruszyliśmy zapakowani i gotowi na każdą okoliczność na marinę. Za nami jechali towarzysze naszej pierwszej nocy na łódce uzbrojeni w namiot, materace i śpiwory.

Po rozbiciu namiotu dla naszych gości i rozpakowaniu z auta wszelakich dobroci mogliśmy odpocząć ;P a że wieczór był bardzo długi to i poranek nadszedł nader szybko.
Kuchnia zasilana z brzegu generatorem...wydała śniadanie dla wszystkich . Nie zabrakło kawki, herbatki, płatków z mlekiem, jajecznicy i bekonu



🍽🍽


poniedziałek, 30 lipca 2018

Frela od strony kuchni


Ponoć silnik i wał napędowy działają bez zarzutu, są jedynie problemy z ładowaniem akumulatorów bo ładowanie gdzieś uciekło ale Chłop mnie zapewnia ,że je znajdzie ;)
Żeby nie było, że nic się nie dzieje to wciąż coś dłubiemy, malujemy i laminujemy. Kuchenny blat zyskał kolor i powłokę wodoodporną dzięki zastosowaniu maty szklanej i żywicy epoksydowej z dodatkiem pyłu aluminiowego.


 
Muszę Wam powiedzieć , że laminowanie blatu wyszło całkiem przyjemnie i dla oka i dla portfela.
Poza jedynym minusem ,którym było samo laminowanie widzę tylko plusy.
 
Po blacie przyszła kolej na skonstruowanie od podstaw drzwiczek do szafki w miejsce gdzie onegdaj była lodówka. Chłop piłował , kleił,skręcał i zrobił naprawdę ładne drzwiczki , średnia pociecha je pomalowała i tak oto...tadammmm są i one
 
 
 
jak już jest tak pięknie to trzeba było wytargać z przepastnych kątów naszego garażu sprzęty ułatwiające życie kuchcika na fali ;)
 
 


 
niech jeszcze poleci woda z kranu i niech popłynie prąd z przetwornicy i można spędzać tam całe dnie :)

sobota, 23 czerwca 2018

Wciąż nie pływamy :(

Cisza...na blogu 😥
Cisza w komorze silnika....słychać tylko naturę otaczającą naszą Frelę😉







Na "drugie urodziny" Frela dostała drugi alternator, nowy miał zastąpić stary ale Majster Śrubka, obmyślił sprytne mocowanie na nowy a Chłop kombinuje jak to wszystko połączyć, napiąć, podłączyć, okablować etc.




Malowanie pokładu zeszło na dalszy plan. Do wakacji chcemy dokończyć "strefę kuchenną", po milionach pomysłów na wykończenie blatu w końcu doszliśmy do szybkich i tanich rozwiązań, które stawią czoła rożnym żywiołom ;) ale o tym innym razem 😁



wtorek, 1 maja 2018

Odnawianie pokładu


Każda wyprawa chłopa na marinę w celach powiedzmy naprawczo-upiększających nasza Frelę, to nie tylko planowanie,sprawdzanie pogody ale i też pakowanie wszelakich narzędzi potrzebnych mniej lub bardziej...podstawą jest generator prądu,wkretarka,szlifierka,wałki,farby,szpachle i tym podobne ...słowem nasze auto stanowi całkiem niezły "dojazdowy"warsztat.

Prawie po dwóch latach nadeszła chwila kiedy trzeba było się zabrać za zdzieranie farby z pokładu. Prędzej oczywiście trzeba było się uzbroić w odpowiednie farby,podkłady ,szpachle i papiery ścierne.
Renowacja łodzi to prawie jak wojenna wyprawa, nigdy nie wiesz kiedy nieoczekiwanie wróg zaatakuje ;) trzeba być gotowym na wszystko.

Czasami zwyczajnie załamujemy ręce nad tym co i w jaki sposób zostało zrobione lata temu...jak zwyczajnie niewiedza poprzednich użytkowników naszej Freli teraz daje nam do tzw.wiwatu. Nieważne trudy,stara ,już dawno zniszczona farba powoli jest usuwana z pokładu.Prace powoli postępują. Kiedyś usiądziemy na brzegu i powiemy,że każda kropla potu była tego warta :)






niedziela, 25 marca 2018

Wodowanie 2018


Pomimo złej pogody Chłop zdążył pomalować kadłub. Zdążyliśmy również nakleić nazwę łodzi ,odpalić silnik...Wczoraj nasza Frela została zwodowana. Każdy z nas miał określone zadanie, syn miał filmować,starsza córka dostała aparat fotograficzny w dłonie..ja z najmniejszą pociechą w wózku popędziłam na nasze miejsce do cumowania,żeby pomóc chłopowi jak już dopłynie Frelą do pomostu.
Przez rząd innych łódek widziałam ,że miał jakieś problemy z łódka pod dźwigiem...odpalił silnik, ruszył a później widziałam tylko, że stracił sterowność bądź też napęd...Kiedy doszłam do naszego pomostu tam stała sobie inna łódka z samotnym skipperem . Grzecznie spytałam sternika czy jest u siebie ;) bo to na pewno nasze miejsce..a nasza łódka już zmierza i zaraz będzie ją trzeba cumować. Ktoś owemu sternikowi zajął miejsce a ten stanął gdzie bądź żeby wyjaśnić z właścicielem mariny nieporozumienie...zresztą nie jedno tego dnia...pomogłam owemu panu przycumować jego łódkę przy innym pomoście i oczekiwałam Freli.
Przypłynęła i ona...holowana przez Miss T. Razem z panem któremu przed chwila pomagałam z jego łodzią...wciągnęliśmy nasza Frelę na miejsce...

Dzień okazał się być pełnym wrażeń...nie tylko jeśli chodzi o wodowanie ale i o kłopoty kierowców aut z wyjazdem z grząskiego gruntu. Prawie każdy wypychał każdego z błota...Sezon 2018 został rozpoczęty ..






wtorek, 13 marca 2018

Skomplikowana natura....

Rzeka Avon wystąpiła z brzegów
 (koryto rzeki od strony mariny kończy się przy pomoście widocznym po prawej stronie zdjęcia)
 
2,5 tygodnia temu chłop wypatrzywszy dogodna pogodę pojechał przygotować kadłub do malowania.
Prędzej zgromadziliśmy wszystko co będzie potrzebne, żeby ustrzec się straty czasu na dokupowanie tzw. "głupiego pędzla" zwłaszcza, że z mariny jest naprawdę daleko do najbliższego sklepu zawierającego asortyment dla łódko-malarza (za to nasza sypialnia przypomina sklep z farbami )

Długo obgadywanym tematem w zimowe wieczory był wybór farb, podkładów, papierów ściernych, rozpuszczalników a nawet i wałków malarskich. Cała łódka z zewnątrz wymaga odnowienia, poprzedni właściciel...prawdopodobnie niewłaściwie dobrał farby bądź też pozbawił owej całkowicie, próbując polerować żelkot na kadłubie albo np. malować żelkotem po farbie chlorokauczukowej. Zapewne teraz  wiem więcej o rodzajach farb żeglarskich niż o wyszywaniu ;)  co nie zmienia faktu ,że mając ograniczony czas na wymalowanie kadłuba trzeba było się uzbroić nie tylko w wiedzę i materiały ale i w cierpliwość , bo przewidzieliśmy wszystko...tylko nie atak zimy.
Pogoda spłatała nam figla...i kiedy prognozy pogody mówiły o śniegu i mrozach my mieliśmy coraz to większe przerażone oczy.
Dzisiaj pogoda się poprawiła i chłop pojechał na marinę by nadgonić robotę. Do wodowania ma zaledwie 3 wolne dni i o ile nie będzie padać to zdążymy wymalować kadłub choć w planach było również malowanie pokładu. Kiedy już chłop dojechał do Freli....od razu do mnie zadzwonił z wieścią ,że cala marina jest zalana, że nie widać w ogóle pomostów. Roztop śniegów i deszcze spiętrzyły wodę na tyle ,że łódzie stojące w następnym rzędzie są o tzw. krok od niej.




Mając za plecami obraz żywiołu chłop zeszlifował warstwy farby z kadłuba....udało mu się wyszpachlować dziury i pomalować farbą podkładową jedna z burt...